Teoria wszystkiego

Gdzie jest miejsce Boga przy narodzinach Wszechświata?

Pytanie zawarte w tytule tej notki wynika bezpośrednio z zakończonej  ostatnio  lektury książki Stephena Hawkinga pt:” Teoria wszystkiego czyli krótka historia Wszechświata”. Jest to książka, którą można określić jako naukową, choć autor – wybitny naukowiec, skierował ja do znacznie szerszego grona czytelników, co czyni  ją po części popularno-naukową. Nie jestem zagorzałym pasjonatem fizyki, matematyki i chemii, ale książka bardzo mnie wciągnęła. Były ku temu dwa zasadnicze powody. Pierwszy to tytuł, który miałem nadzieję  będzie odzwierciedlał treść  książki; drugi to nazwisko autora, który /jak podaje wydawca/ jest jednym z największych umysłów na świecie. Jak się dalej okazało  oba powody były całkowicie uzasadnione.  Myślą przewodnią książki jest, nurtująca wielu naukowców, idea teorii wszystkiego, która przewija się we wszystkich zaprezentowanych w niej wykładach autora. Nie będę tu omawiał na czym ona polega, bo czytelnik pozna to czytając książkę. W sposób bardzo klarowny, a często humorystyczny i nieco sarkastyczny, a także ze świadomością swojej wartości, autor opowiada o powstaniu Wszechświata.  Czytelnik jest przez autora prowadzony z wielkim znawstwem i kunsztem, przez kolejne etapy w rozwoju Wszechświata poczynając od Wielkiego Wybuchu i przez kolejne etapu rozwoju naszej wiedzy i ewolucji  poglądów naukowych opisujących ten niezwykły proces. Praktycznie w każdym wykładzie autor omawia aktualny stan nauki, własne na dany temat poglądy i teorie a także odnosi się -  na tle omawianych problemów – do jednej z najbardziej rozpowszechnionych koncepcji  powstania Wszechświata tj.  stworzenia przez Boga. Omawiając dokonaną przez Edwina Hubbla w 1922r. obserwację dotyczącą rozszerzania się Wszechświata, autor przedstawił na ten temat interesującą ocenę. I w tym miejscu oddam głos autorowi:…” Nie istnieje fizyczna konieczność początku Wszechświata/dopisek i podkreślenie – moje/. Można sobie wyobrazić, że Bóg stworzył wszechświat w dowolnym momencie przeszłości. Z drugiej strony, jeżeli wszechświat się rozszerza, mogą istnieć fizyczne przyczyny, dla których musiał istnieć początek. Wciąż można wierzyć, że Bóg stworzył wszechświat w momencie wielkiego wybuchu. Mógł go nawet stworzyć później, ale w taki sposób, by wyglądał jak efekt wielkiego wybuchu. Nie ma jednak sensu przypuszczenie, że mógł powstać przed wielkim wybuchem. Rozszerzający się wszechświat nie wyklucza działania Stwórcy, ale ogranicza w czasie możliwość dokonania przez Niego dzieła stworzenia.” Próbkę bardzo ciekawego stylu opisywania bardzo poważnych i trudnych zagadnień znajdujemy w kolejnym cytacie: …” Dowody, które obecnie posiadamy, sugerują zatem, że wszechświat prawdopodobnie będzie się rozszerzał w nieskończoność. Nie należy jednak uważać tego za rzecz oczywistą. Możemy być pewni jedynie tego, że nawet jeśli wszechświat ma się skurczyć, nie dojdzie do tego wcześniej niż za dziesięć miliardów lat, ponieważ przynajmniej do takiego czasu kosmos się rozszerza. Nie powinno nas to martwić, ponieważ w ciągu dziesięciu miliardów lat Słońce zgaśnie, a wraz z nim do historii przejdzie rasa ludzka, chyba, że uda nam się założyć kolonie poza Układem Słonecznym…”.

Prezentując kolejno różne punkty widzenia i teorie naukowe autor stara się też nam dać do zrozumienia, że niezależnie od tego na ile są one poważne i „dostojne” , to trzeba je traktować jednak z pewnym dystansem, zwłaszcza  wobec naszej w nich roli. Ciekawy przykład w tym zakresie stanowi kolejny cytat: …„Stan wszechświata i materii, która go wypełnia – z której i my jesteśmy zbudowani – jest dokładnie określony prawami fizyki, aż do granic wyznaczonych zasadą nieoznaczoności. To tyle, jeśli chodzi o wolną wolę…”.

Jak wspomniałem, autor nie pomija i nie lekceważy żadnej koncepcji powstania wszechświata i roli Boga w tym procesie, rozważa to jednak bardzo precyzyjnie z punktu widzenia nauki i jej wymogów oraz skutków. Kluczową – jak się wydaje – konkluzją w tym zakresie jest poniższy cytat:

…”Koncepcja czasoprzestrzeni jako zamkniętej powierzchni bez granic ma również poważne implikacje dotyczące roli odgrywanej przez Boga we wszechświecie. Sukces teorii naukowych w opisywaniu zdarzeń sprawił, że większość ludzi zaczęła wierzyć, iż Bóg pozwala wszechświatowi ewoluować według pewnych prawideł. Wydaje się, że nie ingeruje w rozwój wszechświata w sposób naruszający działanie tych praw. Niemniej jednak prawa nauki nie mówią, jak powinien był wyglądać wszechświat w chwili narodzin. Sam akt nakręcenia sprężyny zegara i puszczenia go w ruch nadal znajdowałby się w wyłącznej kompetencji Boga. Dopóki wszechświat miał początek w punkcie osobliwym, można było przypuszczać, że został stworzony przez zewnętrzną siłę. Jeśli jednak w rzeczywistości jest samowystarczalny i nie ma granicy ani brzegu, w istocie nie może być stworzony ani zniszczony. Po prostu istnieje. Gdzie jest zatem miejsce dla Stwórcy?…” Przedstawiając poszczególne teorie czy koncepcje na temat powstania i rozwoju wszechświata autor nie przesądza  o ich wyłączności. Wie bowiem doskonale, co niejednokrotnie podkreśla, że wszystkie te koncepcje i teorie są jedynie cząstkowymi opisami problemu i do tego by można było przyjąć jakiś ostateczny schemat teoretyczny trzeba właśnie stworzyć spójną i jednolitą teorię uwzględniającą wszystkie teorie cząstkowe. Z punktu widzenia pytania postawionego na początku dobrą ilustracja problemu jest poniższy cytat: … „Einstein zadał kiedyś pytanie:

„Jaka swobodę miał Bóg, kiedy budował wszechświat?”. Jeżeli propozycja braku brzegów jest prawidłowa, nie miał żadnej swobody w wyborze warunków początkowych. Oczywiście mógł swobodnie formułować prawa rządzące wszechświatem. Mogła to być jednak swoboda pozorna. Być może bowiem istnieje tylko jedna spójna i kompletna teoria zunifikowana, która dopuszcza istnienie inteligentnych istot żywych, albo bardzo niewielka liczba takich teorii…”.  Dla potrzeb tej notatki wybrałem kilka cytatów, które moim zdaniem są bardzo oryginalnym spojrzeniem na sprawy, a które w odczuciu potocznym mają jednoznacznie sprecyzowaną konotację. Wielki umysł – jak pokazuje omawiana książka – potrafi   jednak uszeregować świat spraw boskich i fizycznych nie we wzajemnej sprzeczności czy wykluczaniu się, lecz w jakiejś szczególnej koegzystencji. Przynajmniej do czasu sformułowania kompletnej teorii, zrozumiałej dla wszystkich, bo tylko wtedy – jak pisze autor – pojawiłaby się możliwość poznania umysłu Boga, niezależnie od tego co treść tych słów  mówi każdemu z nas.  Prezentując tą książkę, czynię to z przekonaniem, że powinien ją poznać każdy człowiek, który choć raz zadał sobie pytanie: Kim ja jestem? , czy; w jakim celu ja tutaj jestem?.