Duchowość ateistyczna

                         Wpadła mi ostatnio w ręce bardzo intrygująca książka[1]. Już sam tytuł wydawał się bardzo oryginalny w naszym sklerykalizowanym świecie. Autor, francuski filozof, określa siebie jako ateistę. Nie jest to książka łatwa do czytania, już choćby dlatego, że ma w istocie charakter rozprawy filozoficznej, o dużym jednak znaczeniu praktycznym.  Sama materia książki wskazuje, że przy jej czytaniu potrzebny jest znaczny dystans do omawianych spraw oraz wysoki stopień wewnętrznego uspokojenia, niezależnie od tego kto ją będzie czytał. Powiedziałbym nawet, że przy jej czytaniu bardzo byłoby przydatne „duchowe podejście” czytelnika.  Oczywiście z góry można założyć do jakiego czytelnika trafi ta książka, ale jej adresatami powinni być wszyscy, bez względu na swój osobisty stosunek do tematu i własne  poglądy. Tak zresztą sytuuje tę książkę autor wstępnej noty. Przedstawicielom wszystkich poglądów książka może bowiem  przynieść określony pożytek.

                          Zanim oddam głos samemu autorowi chcę podkreślić, że autor wykazał się znakomitą  znajomością problematyki,  kulturą i  kunsztem polemicznym, z wielką łatwością poruszając się po zawiłych ścieżkach skomplikowanej problematyki. Wielką wartością tej książki jest otwartość autora w definiowaniu omawianych problemów oraz rzeczowość i konkretność argumentów co dowodzi, że nie jest to pozycja której można zarzucić przesadne „filozofowanie”. Nie mniej istotne jest obfite korzystanie przez autora z bogatego dorobku przedmiotowego piśmiennictwa.

                          Podejmując temat  autor powiada, że najważniejsze dla niego były trzy kwestie: Czy można obyć się bez religii? Czy Bóg istnieje? i Jaką duchowość można zaproponować ateistom? Kolejno więc autor stara się udzielić odpowiedzi na te podstawowe pytania.

                           Zacznijmy od definicji. Autor pisze:” nazywam religią zorganizowaną całość wierzeń i rytuałów dotyczących rzeczy świętych, nadprzyrodzonych i transcendentnych ( to jest szerokie znaczenie słowa), zwłaszcza jednego lub wielu bogów ( to jest sens zawężony) wierzeń i rytuałów łączących w jedną wspólnotę moralną lub duchową tych, którzy się z nimi identyfikują lub je praktykują.”

                           Rozważając odpowiedź na pierwsze pytanie autor podkreśla, że to zależy od tego o kim się mówi. Jest bowiem oczywistością- patrząc na to z punktu widzenia pojedynczych jednostek,-  że ludzie są różni i mają różne potrzeby. Jak pisze :”…jestem ateistą i jestem z tego zadowolony(…) ale inni są nie mniej zadowoleni z tego, ze mają wiarę. Być może Bóg jest im potrzebny, bo dzięki niemu znajdują pociechę lub odwagę albo unikają poczucia absurdu i rozpaczy, albo po prostu zachowują integralność własnego życia, ponieważ religia odpowiada ich najwyższemu doświadczeniu, czy to emocjonalnemu, czy to duchowemu, a także ich wrażliwości, edukacji, historii, myśli, radości, miłości… Wszystkie te powody są godne szacunku”.

                           Gdy patrzymy na ludzi jako na różnego rodzaju grupy, np. naród , społeczeństwo itp. to musimy zauważyć więzi jakie są niezbędne by ta grupa, wspólnota mogła należycie funkcjonować. Są to bardzo różne więzi, wspólnota interesów, „strach przed żandarmem”, czy inne. Jak podkreśla autor dla spójności grupy potrzebna jest jednak  głębsza i trwalsza więź i nazywa ją więzią duchową. Definiuje to następująco: „Zachować duchową łączność to dzielić  nie tworząc podziałów.”  Dalej znajdujemy szczegółowe wyjaśnienie tego pozornego paradoksu, ale nie będę go tutaj opisywał.

                            Zacytuję jednak fragment , w którym autor podsumowuje całość swoich bardzo szczegółowych wywodów na temat pierwszego pytania, w którym to fragmencie otrzymujemy konkluzję końcową, cytuję: „Można się obyć bez religii, jednakże nie można się obyć bez więzi, bez wierności i bez miłości. To co nas łączy, jest ważniejsze od tego co nas dzieli. Pokój wszystkim, wierzącym i niewierzącym. Życie jest cenniejsze niż religia ( co zadaje kłam inkwizytorom i katom); więź duchowa jest cenniejsza niż Kościoły (co zadaje kłam sekciarstwu): wierność jest cenniejsza niż wiara albo ateizm ( co zadaje kłam zarówno nihilistom, jak i fanatykom); wreszcie miłość jest cenniejsza niż nadzieja lub rozpacz, co przyznaje rację zwykłym  ludziom wierzącym i niewierzącym. Nie oczekujmy zbawienia, żeby stać się ludźmi”.

                           Odpowiedź na drugie pytanie autor zaczyna od definicji Boga. Przytoczył tu także ciekawą anegdotkę(?) o tym jak dziennikarz rozmawiał z Einsteinem. Dziennikarz zapytał wielkiego uczonego czy wierzy w Boga na co Einstein odpowiedział „Proszę mi najpierw powiedzieć co pan rozumie przez Boga, wtedy ja panu odpowiem czy w niego wierzę.” Podzielając taki punkt widzenia autor proponuje następującą definicję: „Przez Boga rozumiem byt wieczny, duchowy i transcendentny (zewnętrzny wobec natury i wyższy od niej), który  świadomie i dobrowolnie stworzył wszechświat. Uważa się go za doskonałego i szczęśliwego, wszechwiedzącego i wszechmocnego. Jest bytem najwyższym, stwórcą i niestworzonym (jest przyczyną siebie), nieskończenie dobrym i sprawiedliwym, od którego wszystko zależy i który nie zależy od niczego. Jest urzeczywistnionym, osobowym absolutem.”

                            Idąc śladem swojej definicji autor przedstawia dalej  argumentację dotyczącą omawianej kwestii. Są to interesujące wywody, ale trzeba je przeczytać i przeanalizować samodzielnie. Ja natomiast przytoczę końcowe wywody autora, podsumowujące tę część jego pracy. „Czy Bóg istnieje? Tego nie wiemy. Nigdy tego nie będziemy wiedzieć, w każdym razie nie w tym życiu. Stąd pytanie , czy wierzyć w niego czy nie. Czytelnik już wie dlaczego ja w niego nie wierzę: przede wszystkim dlatego, że żaden argument nie dowodzi jego istnienia: następnie dlatego, że nie dowodzi tego żadne doświadczenie; a wreszcie dlatego, że wobec bytu chcę pozostać wiernym tajemnicy, wobec zła i potworności – współczuciu, wobec mierności – miłosierdziu i poczuciu humoru (gdyby Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, absolutnie wolnych, bylibyśmy tworem nie do wybaczenia), wreszcie wobec naszych pragnień i naszych złudzeń chcę dochować wierności przytomności umysłu. (…)Czym jest fanatyzm? Uznawaniem swojej wiary za wiedzę i chęcią narzucenia jej siłą (dogmatyzm i terroryzm karmią się sobą wzajemnie, prawie zawsze idą w parze). Jest to podwójny błąd: wobec inteligencji i wobec wolności”.

                              Zgodnie ze swoją koncepcją trzecią część autor zaczyna również od próby definicji, tym razem chodzi o definicję duchowości. Na marginesie warto zauważyć, że pojęcie to coraz częściej jest obecne w naszym życiu codziennym ale można również zauważyć jakąś niepisaną umowę w sprawie nie wchodzenia w problematykę definicji lub chociaż próby bliższego określenia tego co rozumie się pod pojęciem duchowości. Wszyscy godzą się w sposób dorozumiany na intuicyjne rozumienie pojęcia, nie bacząc na to, że mogą to być zupełnie różne rozumienia. Wróćmy jednak do naszego autora, który na swoje pytanie czym jest duchowość odpowiada krótko: (jest) życiem ducha.

                               Ale czym jest duch? Tu odpowiedź jest już dłuższa. „Duch nie jest substancją; jest funkcją, jest mocą, jest aktem (aktem myślenia, chcenia, wyobrażania, żartowania…) i przynajmniej ten akt jest bezsporny – skoro każda próba jego zakwestionowania go zakłada.(…) Jeśli chodzi o duchowość, problemem jest raczej zbyt szerokie rozumienie słowa „Duch”. Duchowość w szerokim znaczeniu obejmowałaby całe lub bez mała całe ludzkie życie: termin „duchowy” byłby prawie synonimem terminu „psychiczny” lub „mentalny”. Na poziomie, który nas interesuje, już się tak nie myśli o duchowości. Gdy dziś mówimy o duchowości, to najczęściej po to żeby wskazać- w sumie całkiem ograniczoną, chociaż może otwarta na to co nieograniczone – część naszego życia, tę, która ma związek z absolutem, nieskończonością i wiecznością. To jakby najwyższy szczyt ducha, wyznaczający jego największą amplitudę.(…) duchowość /polega/ na doświadczaniu, na ćwiczeniu, na przeżywaniu.”

                         Dalej autor prowadzi już szczegółowe rozważania w kręgu takich aspektów duchowości jak doświadczenie mistyczne, pełnia, prostota, jedność , wieczność, akceptacja, niezależność, absolut i względność, duchowość na co dzień czy wewnętrzność i transcendencja oraz  immanencja i otwarcie.

                         Lektura tej książki , jak i wielu innych dowodzi, jak bardzo  różnimy się – jako ludzie – w spojrzeniu na nasz świat i nasze życie, co jest zjawiskiem zupełnie normalnym, ale też uczy, że mimo tego możemy obok siebie żyć, współpracować i wzajemnie szanować. Co zaś tyczy tego ostatniego to mamy w naszym Kraju niezmierzony ugór, który mozolną pracą trzeba jeszcze usilnie zagospodarowywać. Lektura tej książki może w tej pracy spełnić swoją rolę.



[1] Duchowość ateistyczna, Wprowadzenie do duchowości bez Boga. Andre Comte-Sponville, Czarna owca, Warszawa 2011.